Powrót do przyszłości

Singapur, państwo-miasto, czwarte centrum finansowe świata, miasto przyszłości, kraj całkowicie różny od pozostałych państw regionu. Nasz ostatni przystanek w podróży. “Last but not least” jak powiedzieliby wszechobecni w Singapurze Brytyjczycy.

W Singapurze nie ma przypadku. Wszystko jest doskonale zaprojektowane i zorganizowane – w dużej mierze wynika to z faktu, że miasto jest bardzo młode. Wdrażane są w nim wszystkie najnowocześniejsze i najefektywniejsze rozwiązania dotyczące przeróżnych dziedzin – architektury, transportu, edukacji czy przemysłu. Poziom życia jest niesamowicie wysoki, Singapur jest drugim najbardziej rozwiniętym państwem w Azji, zaraz po Japonii.

Druga strona medalu to wszechobecne zakazy i nakazy, jakie nakładane są na obywateli – najsłynniejszym jest zakaz żucia gum – rząd uznał, że czyszczenie chodników kosztuje kraj zbyt dużo pieniędzy i nałożył zakaz importu i sprzedaży gum do żucia w całym państwie. Mandaty np. za jedzenie i picie w metrze wynoszą 500 dolarów singapurskich, czyli około 1200zł. Jeszcze przed przylotem wyrzuciliśmy zapasy gum, w czasie jazdy metrem z przyzwyczajenia sięgaliśmy do torby po przekąski, ale w ostatniej chwili zawsze się reflektowaliśmy. Stresik. 😉 Dzięki takim restrykcjom miasto jest jednak tak czyste, że można by jeść z chodników. Widzieliście kiedyś żeby ktoś polerował barierki przy drodze? Tak, to się tu dzieje naprawdę. W Singapurze stosowane są również kary chłosty i nadal oficjalnie obowiązuje kara śmierci. Coś za coś, nie każdy się w takim miejscu odnajdzie.

Nas Singapur zachwycił. Jest nowoczesny i elegancki, drapacze chmur płynnie łączą się z kolonialną brytyjską architekturą. Na skwerach co chwilę natknąć się można na przeróżne dzieła sztuki. Kamieniczki w dzielnicach Chinatown i Little India są odrestaurowane i sterylnie wręcz czyste, w niczym nie przypominają swoich odpowiedników np. w Bangkoku. Najnowsza koncepcja rozwoju miasta zakłada, że Singapur z “miasta ogrodów” ma stać się “miastem w ogrodzie”. Widać to po ilości parków i skwerów, które już istnieją, a także właśnie powstają.

Najsłynniejszym zielonym punktem miasta są Gardens by the Bay – ogromne tereny rekreacyjne położone nad rzeką. Ich znakiem rozpoznawczym są superdrzewa – futurystyczne konstrukcje porośnięta bujną roślinnością. Cały kompleks jest absolutnie NIE-SA-MO-WI-TY, znajdziemy tam ogród botaniczny, akwaria, dziesiątki ścieżek dydaktycznych, a to wszystko za darmo.

20180311_124949

Największe wrażenie park robi w nocy, superdrzewa ożywają – rozświetlane są tysiącami kolorów, a to wszystko w sąsiedztwie  najnowocześniejszego budynku w Singapurze – Marina Bay Sands – ekskluzywny hotel z widokiem na panoramę całego Singapuru. Wieczorne pokazy były stałym punktem naszego dnia. Punktualnie o 19:45 siadaliśmy na łące i z szeroko otwartymi oczami (i ustami) podziwialiśmy świetlny spektakl.

Dzielnica finansowa przypomina z kolei Nowy Jork. Szerokie jednokierunkowe aleje, siedziby banków, szklane wieżowce i przemykające co chwilę Ferrari czy Lamborghini – można się poczuć jak na Manhattanie (nie, nie byliśmy). Obrazu dopełniają supermodni finansiści z różnych stron świata przesiadujący na lunchu, czy biegający z kubkami Starbucksa w ręku. 😉

Odwiedziliśmy również singapurskie zoo, przez wielu uznawane za najlepsze na świecie. Koncepcja polega na tym, że mamy się poczuć jakby zwierzęta były na wolności, po części jest to prawda. Małpy mogą swobodnie chodzić po drzewach, zdjęcie tukana możemy zrobić z odległości 20 centymetrów, bo właśnie przysiadł obok nas, a kraty przy wybiegach lwów i nosorożców są sprytnie zamaskowane przez roślinność. Było super, aczkolwiek Maria twierdzi, że Wrocław wcale nie ma się czego wstydzić.

Singapur jest kilkukrotnie droższy niż sąsiadujące państwa, natomiast jest to miejsce idealne jeśli chcemy spróbować różnych kuchni świata i nie przepłacić. W mieście funkcjonują tak zwane Hawkers Center – hale z jedzeniem, w których roi się od budek z przeróżnymi daniami. Można znaleźć kuchnię chińską, tajską, indyjską, malajską i wiele, wiele innych. Ceny za danie nadal są dużo niższe niż w przeciętnej polskiej restauracji… Jak żyć?!

Singapur jest po prostu kosmiczny, wywarł na nas kolosalne wrażenie, chyba pierwszy raz w życiu mieliśmy ciarki zwiedzając nowe miasto. Nowoczesność przeplatająca się z historią, obiekty, które mogły powstać tylko tu, gdyż Singapur nie boi się odważnych form, mieszanka kultur, a do tego wspaniałe futurystyczne ogrody – miasto na każdym kroku oczarowuje i wbrew pozorom zupełnie nie przytłacza.

Po czterech emocjonujących dniach nastał czas pożegnania, zarówno z Singapurem jak i całą naszą azjatycką przygodą. Ostatni wieczór był pełen wspomnień i podsumowań. Już po odprawie, na lotnisku, Maria rzuciła – “nie chcę wracać, może zostaniemy?”. Los bywa przewrotny. 😀 O tym jak życzenia się spełniają – w kolejnym odcinku!

Pozdrawiamy!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s