Indonezja express

Na gościnnych występach Milena i Damian Jeziorni.

Spotykamy się w Kuala Lumpur, jednym z głównych portów przesiadkowych tej części Azji. My przylatujemy z Medan (Sumatra) oni z pięknej i mroźnej Polszy. Niestety mimo nalegań nie rzucili pracy więc mamy jedynie 11 dni na wspólne odkrywanie Indonezji. Koncepcji na tę podróż było kilka, Jeziorni zdali się w tej kwestii na nas, chcąc dołączyć w sposób płynny/naturalny na pewnym etapie naszej podróży, jedyny warunek jaki postawili to chociaż jeden dzień na plaży. Ostatecznie biorąc pod uwagę ograniczony czas oraz porę deszczową zdecydowaliśmy się na odwiedzenie Nusy Penidy, Bali i Jawy. Wszystko to miało w sposób skondensowany i przekrojowy pokazać różnorodność indonezyjskich wysp. Chyba się udało. 😉

W Kuala Lumpur mamy tylko jeden dzień, ale naszym zdaniem to wystarczający czas żeby pokazać najważniejsze punkty miasta. Jeszcze w drodze z lotniska odwiedzamy Little India żeby zjeść na szybko coś dobrego, po południu spacerujemy po parku pod wieżami Petronas, wieczorem idziemy na kolację do naszej ulubionej knajpki obok Chinatown, ale tak naprawdę to czekamy aż się ściemni i szejkowie podświetlą swoje dwie wieże. Czemu? Bo tak się składa, że mamy apartament z basenem na 51 piętrze z widokiem na Petronas Towers. Strzał w dziesiątkę – z basenu widzimy niesamowitą nocną panoramę całej metropolii.

Kolejnego dnia, jak to na wakacjach pobudka o 5:30, transfer na lotnisko i odlot na Bali. Air Asia raczy nas prywatnym koncertem unplugged, jeden ze stewardów przez pół godziny gra na ukulele i śpiewa najlepsze szlagiery Eda Szerana żeby wprawić nas w chillowy wakacyjny nastrój. Takie rzeczy tylko w Azji.

IMG_2588

Naszym celem tego dnia było Padangbai, skąd następnego dnia odpływaliśmy na Nusę Penidę. W Padangbai spełniamy marzenia- pierwszy plażing w promieniach zachodzącego słońca zaliczony.

Kolejne 2 dni spędzamy na wyspie. Penida jest zachwycająca. Lazurowa woda i fale rozbijające się o wysokie klify w połączeniu z intensywnie zieloną roślinnością robią piorunujące wrażenie. Skuterem odkrywamy kolejne części wyspy. Po drodze zatrzymujemy się na plażach i spektakularnych punktach widokowych. Najbardziej polecamy ten przy Atuh Beach i słynny T-Rex, skała z wyglądu przypominająca dinozaura. Spektakularne są również dziury w drogach. Zdecydowanie odradzamy początkującym, ekstremalnie strome zjazdy na pozbawionej nawierzchni drodze sprawiają, że zarówno my jak i Jeziorni już wiemy jak to jest spaść ze skutera. Wieczorami gramy w karty i pijemy pierwszą od dawna flaszkę. 😉

Z żalem opuszczamy Penidę i udajemy się z powrotem na Bali. Tutaj przytoczymy wypowiedź Damiana Jeziornego:

“Od 3 dni nic nie robie tylko albo się rozpakowuje, albo pakuje, idź Pan z taką wycieczką”

Naszym celem jest Ubud, turystyczne centrum wyspy. Pierwsze wrażenie – o Boże, ile tu ludzi i to poza sezonem! Samo miasteczko jest jednak urocze. Uliczki, świątynie na każdym rogu i w każdym domu, tysiące małych klimatycznych knajpek, eleganckie butiki i sklepy z rękodziełem, a wszystko to skąpane w zapachu kadzidełek.

 

Na życzenie Mileny, a ku zgrozie Marii odwiedzamy Monkey Forest. Zwierzęta są bezczelne i czasami agresywne, zdecydowanie wolimy małpy na wolności.

W samym sercu Ubudu znajdujemy świątynię Pura Taman Saraswati, pięknie położoną nad stawem pełnym kwiatów lotosu.

Z racji swojego w miarę centralnego położenia Ubud jest naszą bazą wypadową. Będąc na Bali nie można nie odwiedzić słynnych tarasów ryżowych – Teggalang i Jatiluwih. Te drugie są oddalone o 2 godziny drogi od miasta i w dodatku płatne, ale zdecydowanie warto. Widok na nieskończone pola ryżowe, położone w dolinie pomiędzy górami – polecamy!

Przez niekompetencję przewodnika (Piotr), zaliczamy dwie najsłynniejsze świątynie na Bali. Pura Besakih i Pura Ulun Danu Beratan. Do obu jedziemy pół dnia, a na miejscu czeka na nas rozczarowanie, najsłynniejsze nie znaczy wcale najciekawsze. Wiele ładniejszych, a nieznanych świątyń mijaliśmy na trasie.

Wieczorami testujemy coraz to nowe knajpki, każdy znajdzie tu coś dla siebie, pyszne lokalne jedzenie, ale też upragnioną od 2 miesięcy pizzę. 😉

Czas goni, zmierzamy w stronę Jawy, z przystankiem na północy Bali, w nadmorskiej miejscowości Pemuteran. Niepozorne wulkaniczne plaże nie zapowiadają podwodnych skarbów, które możemy tam oglądać. Rafa, kolorowe rybki i ultra niebieskie rozgwiazdy, 2 dni spędzamy na plaży. Próbujemy Tuaka – lokalnego alkoholu z miejscowej meliny. Ferment śmierdzi tak bardzo, że nawet rozcieńczonego spritem nie da się go pić.

Zostają nam 3 dni, przeznaczone na zdobycie 2 wulkanów. O żadnym śnie na Jawie nie ma mowy. Na Ijen (2799 m. n.p.m.), czyli pierwszy z wulkanów ruszamy o północy. Wyobrażaliśmy sobie, że w nocy samotnie będziemy wspinać się na szczyt, tymczasem ruch jest jak na Krupówkach. Celem jest zejście w głąb krateru gdzie zobaczyć możemy niebieski ogień, czyli palący się gaz siarkowy. Droga w dół jest naprawdę trudna, jest ciemno, stromo, a z każdym metrem coraz ciężej oddychać ze względu na podmuchy gazu. W tłumie turystów zręcznie lawirują górnicy pracujący w nieludzkich warunkach przy wydobyciu siarki. Wulkan najlepiej wygląda już po wschodzie słońca. Z góry doskonale widzimy cały krater, błękitne siarkowe jezioro i gazy buchające ze szczelin.

O 13 wsiadamy w pociąg, i po 5 godzinach podróży przez jawajskie pola ryżowe docieramy do Probolinggo. Riksza dowozi nas do hostelu, w którym spędzamy noc i wypożyczamy skuter. Kupowanie drogich wycieczek na wulkan Bromo jest naszym zdaniem absolutnie bez sensu. Wystarczy dojechać do miejscowości Cemoro Lawang, a stamtąd bokiem, omijając kasy biletowe pobierające zdecydowanie przesadzone opłaty trafiające w prywatne ręce, przespacerować się w stronę krateru. Nie ma w tym nic skomplikowanego.

Do wulkanu dochodzimy w ulewie, temperatura wynosi około 15 stopni. Tu krótki wywiad z Mileną:

Piotr: I jak tam, zadowolona z wycieczki?

Milena: Stary tu jest zimno i leje, obiecywałeś nam tropiki w lutym, Jeziorny kup mi herbatę i naleśnika!!!!!

Strzelamy sobie obowiązkowe selfie z kraterem i wracamy do Probolinggo. Miasteczko jest muzułmańskie, a to nasza ostatnia wspólna noc, w ogromnej ulewie przemoczeni do suchej nitki szukamy alkoholu, okazuje się, że najciemniej zawsze pod latarnią, udaje nam się kupić piwo w sklepiku na przeciwko największego meczetu w mieście.

20180215_132114

Następnego dnia rozstajemy się na lotnisku w Surabayi, lecimy w dwóch różnych kierunkach, Jeziorni do Kuala Lumpur na powrotny lot do Polski, my na Sulawesi.

Podsumowując – było super. Przez niecałe 2 tygodnie odwiedziliśmy 3 wyspy, pływaliśmy w 2 morzach, wspięliśmy się na 2 wulkany i przejechaliśmy niezliczone ilości kilometrów na skuterze. Wszystko to udowadniając, że nawet na Bali można zrobić budżetowe wakacje, nie odmawiając sobie ani pysznego jedzenia, ani fantastycznych noclegów, ani atrakcji. Pyszną kolację ze świeżą rybą dla 2 osób można zjeść za 30zł, a nocleg w centrum Ubudu w pięknym ogrodzie i ze śniadaniem kosztował nas 25zł na parę!!!

20180212_064505

Pora deszczowa wcale nie była taka straszna, mieliśmy dużo szczęścia lawirując między ulewami, choć nie obyło się bez kilku mocniejszych prysznicy. Całe 11 dni nie byłoby jednak tak bombowe gdyby nie Jeziorni, którzy zdecydowali się do nas dołączyć, pozdrawiamy serdecznie!

Na koniec nieautoryzowana wypowiedź Damiana Jeziornego:

“Wszystko niby fajnie, ciepło, miło, ale uważajcie na nich, będą Was budzić o 6 rano, i wmawiać, że to cudowne, pozdrawiam!”

IMG_3595
Pozdrawiamy! 😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s