Kuala Lumpur

Wybierając się w podróż, obiecywaliśmy sobie cieszyć się z każdego nowego państwa, miasta czy wioski i nie patrzeć na nie przez pryzmat miejsc wcześniej odwiedzonych. Prawda jest jednak taka, że trudno obejść się bez porównań. Odwiedzając Kuala Lumpur chcąc nie chcąc zestawialiśmy je z Bangkokiem i stolica Tajlandii jak dla nas wygrywa praktycznie pod każdym względem.

Kuala Lumpur jest po prostu dużym miastem. Brak mu niesamowitego klimatu jaki odnaleźliśmy w Bangkoku, milionów straganów z ulicznym jedzeniem, wąskich uliczek Chinatown czy imprezowo-międzynarodowej Khao San Road. Jak mawia dzisiejsza młodzież – miasto nie jest “vibrant”. 😛 W teorii mamy tu chińską dzielnicę, ale tak naprawdę są to 2 ulice na krzyż, market, który jednak niczym nie zachwyca, czy życie nocne, które kończy się o 22. Miasto nas nie urzekło. Co jednak nam się podobało?

Petronas Twin Towers – nie jesteśmy miłośnikami architektury, ale dwie wieże, szczególnie w nocy prezentują się spektakularnie. W parku, z którego widać je najlepiej spędziliśmy prawdopodobnie 40% czasu w mieście.

20180111_195011

Parki w zachodniej części KL – można tam spokojnie spędzić cały dzień, z dala od zgiełku miasta. Znajduje się tam m. in. park jeleni, park orchidei i hibiskusów czy jezioro z wieżowcami w tle. Wszystko jest bardzo zadbane. Na całym terenie można znaleźć wydzielone miejsca na weekendowy piknik z rodziną, place zabaw czy ścieżki edukacyjne wśród przeróżnych gatunków roślin.

Darmowe autobusy – z China Town gdzie mieszkaliśmy, do wież Petronas czyli ścisłego centrum regularnie kursuje bezpłatny autobus, z klimatyzacją i wifi w środku!

Jedzenie – tu akurat jest świetnie, można zjeść naprawdę przepyszne i tanie potrawy! 4 dni spędziliśmy na podróżach kulinarnych między kuchnią chińską, malajską, japońską i indyjską. U Chińczyków zawsze rano wciągaliśmy zupę – kochamy zupy z rana. Oprócz tego spróbowaliśmy w końcu Dim Sum, chińskich pierożków przygotowywanych na parze, były pyszne. Malajska potrawa narodowa, czyli Nasi Lemak zdecydowanie przypadła nam do gustu. W ramach odrobiny luksusu opychaliśmy się sushi – za cały stół zapłaciliśmy w przeliczeniu około 50zł. Na koniec kuchnia indyjska, nasze ostatnie odkrycie. 3 razy odwiedziliśmy tą samą restaurację, za każdym razem zamawiając coraz więcej i więcej. Chlebki naan, przeróżne naleśniki, kurczak tandoori i tikka masala, wszystko było absolutnie genialne.

Kuala Lumpur nie zostało naszym ulubionym azjatyckim miastem. Po 4 dniach bez żalu wsiedliśmy w samolot i ruszyliśmy w stronę dzikiej Sumatry.
Pozdrawiamy!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s