Sabaidee!

Od pierwszych chwil w Laosie, w każdej wiosce i miasteczku, mieszkańcy pozdrawiają nas z uśmiechem na ustach tytułowym “Sabaidee!”. Wyrażenie to jest nie tylko powitaniem, pożegnaniem czy pozdrowieniem, Laotańczycy zawierają w nim również swoją filozofię życiową: “bądź spokojny, zdrowy i zrelaksowany”. Ich podejście do życia widać na każdym kroku – nikt się nie spieszy, nie krzyczy, nie trąbi, ani nie próbuje czegoś sprzedać – totalne przeciwieństwo Wietnamu. Ludzie spędzają czas przed swoimi domami rozmawiając, jedząc lub po prostu patrząc w dal. Autobusy odjeżdżają zazwyczaj godzinę po czasie, w restauracji po zamówieniu posiłku czeka się na niego około półtorej godziny, a następnie samemu trzeba upomnieć się o rachunek i wyrecytować za co chce się zapłacić, bo nikt się tym specjalnie nie przejmuje.

Nam też udzielił się ten klimat. Staramy się podróżować wolniej (na tyle na ile się da), nie zaliczamy typowych atrakcji turystycznych, a raczej chłoniemy atmosferę i zachwycamy się spektakularnymi widokami jakimi raczy nas Laos. Dzięki temu czas płynie nam powoli, jesteśmy tu 2 tygodnie, a czujemy się jakby od wyjazdu z Wietnamu minął miesiąc.

Sielską atmosferę czuć nawet w jednym z największych miast Laosu (60 tys. ludzi!) – Luang Prabang. Przechadzając się wśród wąskich uliczek możemy obserwować mnichów w tradycyjnych pomarańczowych strojach – znak rozpoznawczy miasta. Mieszkańcy Luang Prabang nadal hołdują tu tradycji ofiarowania darów mnichom. Wczesnym świtem wychodzą przed swoje domy i klęcząc czekają na nadejście porannej procesji. Wydarzenie to wyznacza rytm dnia Laotańczyków, którzy wstają przed wschodem słońca, a kładą się spać zaraz po jego zachodzie. Niestety stało się ono również atrakcją turystyczną, podczas którego tłumy Chińczyków nachalnie oblegają mnichów robiąc sobie z nimi selfie…

Luang Prabang położony jest nad Mekongiem, jedną z najdłuższych rzek świata, przepływającą przez 6 państw. Wieczorami można podziwiać tu spektakularne zachody słońca, pierwszego dnia spóźniliśmy się dosłownie kilka minut, gdyż zachód w Azji Południowo-Wschodniej zaczyna się bardzo wcześnie, około 16:30. Kolejnego dnia nauczeni doświadczeniem, zaraz po obiedzie skierowaliśmy się w stronę najlepszego punktu widokowego. Przeszliśmy przez rozpadający się (ale płatny) bambusowy mostek, usiedliśmy na ławce i podziwialiśmy zachodzące słońce.

Zaledwie pół godziny drogi od miasta krajobraz znów zmienia się na typowo Laotański – kręte dziurawe drogi i przepiękne wzgórza. Wśród takich widoków dojechaliśmy do wodospadów Kuang Si – jednych z najpiękniejszych w Laosie. Wielopoziomowe kaskady, naturalne baseny i turkusowy kolor wody – wszystko wyglądało fantastycznie, niestety było nam zbyt zimno, żeby się wykąpać. 😛 Wracając złapaliśmy gumę w tylnym kole skutera, na szczęście Laotańczycy od razu pokierowali nas do mechanika, który w pół godziny załatał dziurę – i to wszystko bez ani jednego słowa w języku angielskim 😃

Jak już pisaliśmy, czas w Laosie płynie dużo wolniej i nasza podróż też zwolniła. W oryginalnym planie święta mieliśmy spędzić na południu Kambodży, tymczasem zastały nas one w Vang Vieng w środkowym Laosie. W wigilię zamiast sprzątać i pakować prezenty wypożyczyliśmy skuter i objechaliśmy okolicę. Wieczorem ubraliśmy najlepsze ciuchy, poczekaliśmy na pierwszą gwiazdkę i poszliśmy do pizzeri świętować.😉 Brakowało nam barszczu z uszkami (i rodziny też ;)), ale i tak było fantastycznie.

Pierwszy i drugi dzień świąt spędziliśmy w Wientianie – stolicy Laosu. Na świąteczne śniadanie zaszaleliśmy i poszliśmy do ładnej hipsterskiej knajpki, gdzie m.in. wypiliśmy przepyszną kawę z Laotańskich plantacji, a po południu zamiast odwiedzin u Cioci (pozdrawiamy wszystkie Ciocie!) graliśmy w kręgle z Matthieu i Lucy, parą Francuzów, z którą podróżujemy przez Laos. Całkiem udane święta!

O samym Wientiane nie ma co pisać – niech jego klimat odda zdjęcie Marii.

20171226_160501_HDR

smog jak w Krakowie, widoki jak w Sosnowcu, najbrzydsza stolica świata!

Czas w stolicy wykorzystaliśmy na pranie, nadrabianie bloga i przygotowanie do 500-kilometrowej pętli na skuterze jaka czekała nas dalej na południu Laosu.

Pozdrawiamy!

One comment

  1. Łukasz Z · January 4

    Przeczytane, premium sie nie zmarnowalo 🙂 Czekam na wiecej i pozdrawiam 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s