Północny Wietnam

Północna część Wietnamu jest pełna przepięknych miejsc, które można odwiedzić. Najsłynniejszym jest zdecydowanie Ha Long Bay, czyli zatoka smoków, którą my celowo pominęliśmy, ze względu na ogromne ilości turystów i wysokie ceny. W oryginalnym planie chcieliśmy zobaczyć region na dalekiej północy – Sapa – słynąc z niesamowitych górskich widoków. Odpuściliśmy gdyż w grudniu jest tam średnio 5 stopni, a nie jesteśmy przygotowani na takie temperatury. W zamian pojechaliśmy do parku narodowego Phong Nha i miejscowości Tam Coc.

Park narodowy Phong Nha-Ke Bang został utworzony niedawno, w 2001 roku, w celu ochrony ponad 300 jaskiń znajdujących się na jego terenie. Jeszcze niedawno nikt nie był świadomy jakie skarby ukryte są w tych porośniętych dżunglą górach. Dopiero w 2005 roku (!) odkryta została Paradise Cave. Przez wielu jest ona nazywana najpiękniejszą jaskinię świata – nie byliśmy we wszystkich, ale coś w tym jest. Paradise Cave znajduje się z dala od cywilizacji, wśród wzgórz. Żeby tam dojechać z samego rana wypożyczyliśmy skuter, chcieliśmy zdążyć przed wszystkimi zorganizowanymi wycieczkami.

Droga była atrakcją samą w sobie, powoli jechaliśmy przez pola, łąki i małe wioski. Znaczna część trasy prowadzi przez właściwy teren parku narodowego, który z powodzeniem mógłby posłużyć za scenerię do Jurassic Park.

Sama jaskinia zachwyca. Jest ogromna, na tyle, że w najwyższej części mógłby spokojnie stanąć 4 piętrowy budynek. Nie chodzi jednak tylko o wielkość, jaskinia jest przepiękna, różnorodne formacje skalne wyglądają wręcz nierealnie. Dla odwiedzających dostępne są niestety tylko 2 km – jaskinia ma ich aż 31!

Kolejną jaskinią, którą odwiedziliśmy była Phong Nha Cave, przez którą płynie podziemna rzeka. Jest ładna, ale nie aż tak jak Paradise Cave – powinniśmy je odwiedzić w odwrotnej kolejności. 😉

Następne dni spędziliśmy na odkrywaniu okolicy skuterem (kochamy skutery), trafiliśmy min. do “ogrodu botanicznego”, który okazał się dość wymagającym trekkingiem po dżungli uwzględniającym wspinaczkę po wodospadzie.

W hostelu zostaliśmy zaproszeni na rodzinną kolację. Wietnamczycy to bardzo imprezowi ludzie, toasty wznoszą 7 razy głośniej niż Polacy, krzyczą, uderzają rękami w stoły i się wydzierają. Mają jednak słabe głowy i szybko padli. Gospodarze chcieli nas poczęstować swoim przysmakiem – nie do końca wykształconym pisklęciem kaczki wyjętym z jajka i ugotowanym w wywarze. Podziękowaliśmy. 😛 Oprócz tego z marnym skutkiem uczyliśmy się mówić po wietnamsku, okazało się, że przez poprzednie 2 tygodnie zamiast mówić “dziękuję” mówiliśmy “zamknij się!” – błędna intonacja. Trudny język!

20171207_190735

Kolejnym miastem miało być Hanoi, ale kilka spotkanych na trasie osób poleciło nam podjechać po drodze do Tam Coc, miejscowości oddalonej od Phongh Nha o całonocną jazdę autobusem (jednostka miary w Azji :P). Wapienne skały wyrastające z lądu i soczyście zielone pola ryżowe, tak miało to wyglądać. Wszyscy zapomnieli, że mamy grudzień.

Mimo wszystko podobało nam się. Zjeździliśmy skuterem wszystkie dróżki i atrakcje, chociaż temperatura przy 50km/h spadała niemal do zera. Chodziliśmy we wszystkich ciuchach jakie mieliśmy w plecaku, a wieczorami piliśmy ciepłą herbatę z cytryną, czuliśmy się jak w Karpaczu po sezonie.

Ostatnim punktem w Wietnamie była stolica – Hanoi, do której jechaliśmy 3 godziny przez najbardziej przygnębiającą okolicę jaką widzieliśmy w życiu – kurz, budowy, spaliny. O mieście nie napiszemy zbyt wiele, bo też zbyt wiele nie widzieliśmy/nie mieliśmy ochoty zobaczyć. Było mokro, zimno i tłoczno. Do tego doszła zmiana hostelu po pierwszej nocy bo ten, który zarezerwowaliśmy okazał się największą norą jaką w życiu widzieliśmy, jakbyśmy spali na zapleczu klubu w pasażu Niepolda. W Hanoi skupiliśmy się głównie na przygotowaniach przed odjazdem do Laosu (wizy, trasa, bilety autobusowe, fryzjer, pranie).

Wietnam zrobił na nas fantastyczne wrażenie, mimo, że pod koniec było zimno i szaro. 😉 Uprzedzeni zasłyszanymi opiniami o nieuprzejmych ludziach i niedobrym jedzeniu jechaliśmy tam pozbawieni większych oczekiwań. Okazało się jednak, że pokochaliśmy Wietnam od pierwszego wejrzenia. Jest różnorodny, ciekawy i przepyszny. Przed wyjazdem z łezką w oku zjedliśmy ostatnią zupę Pho i ruszyliśmy do Laosu – w najdłuższą i najbardziej wyczerpującą (do tej pory) podróż.

Pozdrawiamy!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s