Wczasy nad morzem

Płynąc na półwysep Railay, czyli rajskie plaże, nie nastawialiśmy się na bycie drugim Tonym Halikiem, gdyż od dłuższego czasu nie jest to już niezbadany zakątek Tajlandii. Miał być to dla nas kilkudniowy odpoczynek po intensywnych 2 tygodniach zwiedzania. Region jest bardzo popularny wśród turystów, co ciekawe również Polaków. Jest ich tak wielu, że można go wręcz nazwać nowym Pobierowem, trzeba uważać na to, co się głośno mówi. 😉

Na Railay można się dostać tylko i wyłącznie od strony morza, od lądu oddzielają go wapienne klify. Nie jest to jednak problem, turystyka i transport są świetnie rozwinięte, choć często dochodzi do zabawnych sytuacji, kiedy nieświadomi niczego turyści z trzema ciężkimi walizkami zostają wysadzeni z łodzi mniej więcej 15 metrów od brzegu i muszą pokonać ten odcinek po kolana w wodzie.

Pobyt na Railay niczym nie różni się od pobytu nad Bałtykiem- czas upływa na opalaniu, morskich kąpielach i jedzeniu. Zmieniają się tylko szczegóły, temperatura nie schodzi poniżej 33 stopni, nie mówimy tu o nawet o powietrzu, ale o wodzie (!) – w takiej zupie jeszcze nie pływaliśmy. Klasyczne polskie przekąski typu gofry, bułki słodkie i jabłka zostają zastąpione indyjskimi naleśnikami roti, owocowymi shake’ami i wodą kokosową, a na obiad zamiast pangi jada się krewetki. Jako ogromny fan polskiego morza (Piotr) i zwolennik teorii, że nigdzie nie ma takiego piasku jak nad Bałtykiem, muszę przyznać, że plaże Railay i Phra Nang dorównują rodzimemu ideałowi. Wapienne klify wyglądają spektakularnie podczas zachodów słońca, których podziwianie było obowiązkowym punktem naszego dnia.

Półwysep jest też idealnym miejscem dla aktywnych- prowadzone są tu kursy wspinaczkowe, można popływać kajakiem lub spróbować Stand Up Paddlingu. Jeśli ktoś ma więcej czasu to można wybrać się na wycieczkę, na którąś z wysp morza andamańskiego np. słynną Ko Phi Phi.

Z ciekawostek, mimo, że wyspa wypełniona jest ekskluzywnymi resortami, sam “deptak” jest dużym zaskoczeniem. Składa się na niego około 500 metrów ubitej ziemi wzdłuż której ciągną się garkuchnie, bary rastafarian, dyskoteki, place budowy i coś co wyglądało na złomowisko. My oczywiście nie spaliśmy we wcześniej wymienionych resortach, ale w drewnianych bungalowach za około 100 zł za dobę – jak widać nie trzeba być milionerem żeby spełnić marzenie o rajskiej plaży.

W kolejnym odcinku relacja z 4-dniowego alternatywnego zwiedzania Bangkoku. Pozdrawiamy!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s