Welcome to the jungle!

Ostatnie kilka dni spędziliśmy w raju, czyli Parku Narodowym Khao Sok. Przez ten czas skupialiśmy się głównie na podziwianiu widoków, robieniu niezliczonej ilości zdjęć  i wypoczywaniu w lesie deszczowym i bambusowych domkach na jeziorze. Zdjęcia zdecydowanie lepiej oddadzą to, w jak niesamowitym miejscu się znaleźliśmy, dlatego teraz tylko kilka słów wprowadzenia.

W trakcie przygotowywania się do wyjazdu na jednym z blogów podróżniczych natknęliśmy się na zdjęcia domków na drzewie znajdujących się w środku dżungli. Na pierwszy rzut oka wyglądało to całkowicie abstrakcyjnie i nierealnie, szczególnie, że siedzieliśmy niecałe 9000 km dalej, w deszczowej Polsce. Domki jednak utkwiły nam w pamięci na tyle, że ostatecznie zarezerwowaliśmy tam 3 noclegi (mimo, że dość mocno przekraczały one nasz dzienny budżet w podróży).

Our Jungle House, gdyż tak nazywa się “resort” jest położony w samym sercu lasu deszczowego, tuż obok jeziora Cheow Lan- przez Tajów zwanego Ratchaprapha. Mieliśmy do dyspozycji jeden z kilkunastu dostępnych domków na drzewie (właściwie na jednym drzewie i 5 metalowych podporach). W założeniu mają być one jedynie dodatkiem do otaczającej przyrody, więc są proste i drewniane, ale zarazem luksusowe. Nie znajdziemy w nich klimatyzacji, wifi, ani telewizora, mamy natomiast na własność ogromny taras, z którego możemy podziwiać otaczającą dżunglę i skaczące po drzewach małpy. Resztę niech opowiedzą zdjęcia.

 

Z Khao Sok wybraliśmy się na 2-dniową wycieczkę na wspomniane wcześniej jezioro Cheow Lan. Nieoczekiwanie przebiło ono nawet wrażenia z domków na drzewie! Jezioro nie bez przyczyny porównywane jest do wietnamskiego Ha Long Bay. Turkusowa woda i wyrastające z niej wapienne skały robią piorunujące wrażenie- zgodnie stwierdziliśmy, że to jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie w życiu widzieliśmy. Przez 2 godziny w łodzi siedzieliśmy wpatrzeni w otaczającą nas przyrodę. Punktem docelowym podróży, a zarazem miejscem noclegu były pływające bambusowe chatki zlokalizowane na jednej z setek małych wysepek rozsianych na jeziorze. Nie ma tam ani wifi, ani zasięgu, ani nawet prysznica, w zasadzie nie ma niczego oprócz chatek i baro-restaruacji, w której je się wszystkie posiłki (przygotowywane z produktów, które przypłynęły z nami łodzią). Cały wolny czas skupia się zatem na leżeniu na pomoście albo pływaniu w ciepłym jeziorze (tak wygląda raj). W programie wycieczki mieliśmy też krótki trekking po dżungli, z świetnym tajskim przewodnikiem, który uczył nas jak przeżyć w dziczy- rozpoznawać tropy i pić wodę z pędów bambusa. Wiemy również jak śmierdzą siki małpy. 😃

 

Jakby tego wszystkiego nam było mało, po 4 dniach pojechaliśmy dalej na południe wygrzać tyłki na rajskich plażach. Pozdrawiamy!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s